Sanecki: jestem w życiowej formie

Sanecki: jestem w życiowej formie!

16 marca 2017

Wczoraj rozmawialiśmy z Emilem Różewskim, dziś pora na krótką rozmówkę z drugim bohaterem Walki Wieczoru podczas Grandy PRO 3. Grzegorz Sanecki to weteran Grand. Startował w obu dotychczasowych galach. Wygrał oba pojedynki w parterze. „Róża” to ex-judoka, więc zapowiada się naprawdę ciekawy pojedynek.

Jak wyglądają ostatnie dni przed Grandą PRO 3?

Odpoczywam, nabieram siły. Na szczęście do zrzucenia wagi mam mniej niż wcześniej. Do pierwszej Grandy PRO musiałem zrzucić dziesięć kilogramów! A teraz doszedłem do wniosku, że to było za dużo. Za duże obciążenie organizmu, żeby się nie męczyć, zająłem się tym wcześniej i wyszło na to, że muszę zrzucić około pięciu-sześciu kilogramów. Nie chciałem tego zostawiać całkiem na ostatnią chwilę, więc jest duża różnica i na pewno to też się odbije na walce na moją korzyść.

Jaki plan po wyjściu do ringo-klatki?

Planu nie zdradzę (śmiech). Plan jest taki, że zrobię to na co mi pozwoli kolega. Każdy ma jakiś plan dopóki w mordę nie dostanie, ale jestem dobrej myśli.

Mieliście już okazję stanąć oko w oko?

Można powiedzieć, że znamy się. Kiedyś się biliśmy, dwa razy. Raz z nim wygrałem na punkty podczas mistrzostw Polski w sandzie i raz on ze mną wygrał na amatorskim pucharze KSW MMA. Pamiętam, że wyciągnął mi balachę. To było już kilka lat temu, pewnie cztery, a może i więcej. Trochę się od tamtego czasu pozmieniało. On się wywodzi z judo, więc na pewno mu będzie najlepiej szło w parterze. W tej płaszczyźnie kiedyś właśnie z nim przegrałem. Ale ja tez swoje odrobiłem pracując z Kubą Zawadzkim, który jest dobrym parterowcem. Nie powinno być problemu. Aż tak bardzo się nie boję tej płaszczyzny.

Jak przebiegały przygotowania, szykowałeś się konkretnie pod Emila Różewskiego?

To był normalny trening. Głównie poprawialiśmy te błędy, które popełniam, a on mógłby je wykorzystać. Powiedzmy, że może w jakiś sposób pod niego się przygotowywałem, ale bez żadnej konkretnej taktyki. Trochę pod niego, ale koncentracja na moich brakach. Wydolnościowo czuję się najlepiej jak dotąd. Mogę powiedzieć, że mam życiową formę. Siłowo jest nieźle, ale pod tym względem zawsze się dobrze czułem. Nie martwię się również o ten aspekt. Pod względem wydolności nie wszystko jest oczywiste, bo nigdy się nie biłem trzech rund. Moje walki kończyłem dotąd przed czasem. On, tak naprawdę, zawsze szedł do decyzji sędziów, trzy razy po pięć minut. To będzie największy test. Jeżeli chodzi o przygotowania. Czuję się dobrze, więc jestem optymistycznie nastawiony i dobrej myśli. W życiu nie byłem tak dobrze wydolnościowo przygotowany. Oczywiście dochodzi też kwestia, że po wejściu do ringu organizm zachowuje się inaczej. Trochę bardziej się spina, inaczej niż na sparingach w klubie. Powinno być dobrze.

Kiedy ostatnio sparowałeś?

Dwa tygodnie temu mieliśmy ostatnie mocne sparingi, aby się już nie złapać kontuzji na walkę. Później, w końcówce przygotowań już głównie szybkość, technika, wytrzymałości też już nie, raczej regeneracja i unikanie kontuzji, aby nic pechowego się nie przytrafiło przed galą. To tak w skrócie. A jak będzie, to zobaczymy w sobotę wieczorem.

Jak wygląda twój dzień przed walką?

Rytuałów żadnych nie mam, jeśli o to pytasz. Najważniejsza chwila jest zaraz po ważeniu, jak będę mógł coś zjeść. Mimo że nie zbijam tak jak kiedyś dziesięciu kilogramów, lecz te sześć też się odbije na samopoczuciu. Zatem jak tylko będę mógł coś zjeść, od razu będę zadowolony. A w dniu walki, to wiadomo, wyspać się, poruszać się trochę, odetchnąć świeżym powietrzem.

Rozmawiał Dariusz Urbanowicz
Fot.: Bartłomiej Zborowski/PAP

Zobacz więcej...