Różewski Czuję się mocny

Różewski: Czuję się mocny!

16 marca 2017

Granda PRO 3 już w sobotę. Legia Fight Club zaprasza wszystkich gości na godzinę 19.30. W programie gali znajduje się dziesięć pojedynków, a zwieńczeniem stanie się walka wieczoru pomiędzy reprezentantem Legia Fight Club Grzegorzem Saneckim a Emilem „Różą” Różewskim (WCA/Fanga Warszawa). Sanecki po raz trzeci już wystąpi na gali Granda PRO. Obie dotychczasowe konfrontacje kończył w parterze przed czasem. Różewski ma większe zawodowe doświadczenie. Stoczył już osiem walk wygrawszy sześć pierwszych. Potem jednak dwukrotnie przegrał podczas gal ACB (22 i 43) przez na punkty (Imran Abajew) i przez dźwignię na kolano (Rusłan Gadżijew). „Róża” to rocznik ’90. Pierwsze zawodowe kroki w MMA wykonał w 2013 roku.

Jak samopoczucie przed  sobotnią walką?

Ogólnie dobre samopoczucie. Wagę jeszcze trzeba delikatnie podocinać i będzie super.

Jak wyglądają ostatnie dni przed pojedynkiem z Grzgorzem Saneckim?

W środę jeszcze z rana miałem trening, ale już kontrolnie, taktyczne rzeczy i w czwartek już nic nie planuję. To będzie moment odwodnienia. Nic nie piję aby wagę zrobić. W piątek z kolei szykuje się ładowanie węglami i w sobotę z rana, w dniu gali lekki truchcik, walka z cieniem i to tyle.

Jak przebiegały przygotowania? Wszystko zgodnie z planem?

Tak, ogólnie bardzo fajnie. Tym razem moje przygotowania nadzorował dietetyk. Dlatego teraz nie mam dużo do zrzucenia. Nie robię dużo kilo, abym miał dobre samopoczucie w trakcie walki. W tej chwili zostały mi cztery kilogramy. To nie jest dużo i da się to zrobić z samej wody, aby nie docinać zbytnio i nie tracić energii, którą zamierzam sobie zostawić na walkę.

Znasz swojego przeciwnika. Czy strategia na walkę oraz całe przygotowania prowadziłeś specjalnie pod jego kątem?

Nie. Znam swoją wartość i w przygotowaniach wzmacniałem elementy, które po prostu chciałem poprawić. Mam plan na ten pojedynek, dobrze się czuję. Przygotowania bardzo dobrze poszły. Jestem z nich zadowolony. Czuję się mocny.

Grzegorz kończył obie walki podczas Grand PRO w parterze. Ty grapplersko czujesz się mocny, bo zaczynałeś od judo. Dopiero z czasem rozwijałeś inne techniki. Jak zaczynałeś?

Zacząłem w szkole na Woli – w Uczniowskim Klubie Judo. Potem, już na serio, trenowałem na Gwardii Warszawa. Byłem mistrzem Polski, raz trzeci w juniorach. Jednak czegoś mi brakowało w samym judo, czułem się ograniczony sztywnym przepisami, że dominują tam głównie rzuty. Chciałem włączyć w walkę techniki uderzane i kopnięcia. Zależało mi, aby iść we wszechstronność, rozwijać się i być prawdziwym, kompletnym wojownikiem. Zacząłem chodzić na zajęcia pięściarskie, do Klubu Bokserskiego Legia na Forcie Bema. Powoli zacząłem włączać też nogi, chodziłem na treningi do Serafina. W pewnym momencie moim głównym trenerem został Mariusz Ziomek i z nim najwięcej osiągnąłem w początkowym okresie. Dwa razy wygrałem Puchar Amatorskiego KSW, raz byłem drugi – więc to w miarę mocne osiągnięcia jeśli chodzi o amatorską ligę MMA. Potem przyszedł czas na zawodowstwo. Zacząłem trenować u boku Robera Jocza w Studiu S4, teraz przeszliśmy do WCA i jakoś to się wszystko układa.

 

Tekst: Dariusz Urbanowicz.
Fot.: Tomasz Sejbuk