Maciej Sulęcki pokonał Jacka Culcaya

Maciej Sulęcki pokonał Jacka Culcaya po wielkim spektaklu – wojna z piekła rodem!

23 października 2017

Na takie ringowe wojny czekają kibice! Maciej Sulęcki po kapitalnym dla oka spektaklu wypunktował Jacka Culcaya podczas gali w Newark w Stanach Zjednoczonych. „Striczu” wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Przezwyciężył także wielki kryzys.

Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO) przystępował do tego pojedynku ze statusem pięściarza niepokonanego. Choć Polak był faworytem bukmacherów, to Jack Culcay (22-3, 11 KO) miał być największym wyzwaniem w jego karierze. Niemiec to były mistrz świata w boksie olimpijskim oraz dawny czempion zawodowców federacji WBA (Interim). W rozmowie z Piotrem Jagiełło ( WP.pl ) „Striczu” zapowiadał spacyfikowanie rywala i marsz na szczyt kategorii super półśredniej (limit do 69,8 kg). Pojawiły się schody, ale drogę przebrnął.

Długo wyczekiwana przez Sulęckiego walka z Culcayem rozpoczęła się od aktywnej pracy lewej ręki naszego reprezentanta. Już w końcówce premierowej odsłony niewiele brakowało, a „Striczu” trafiłby bardzo mocnym prawym. Cios dosłownie o milimetry ominął szczękę utytułowanego i sporo niższego Niemca.

Maciej Sulęcki pokonał Jacka Culcaya po wielkim spektaklu 1Wbrew przypuszczeniom, zawodnik stajni Sauerland Event zdecydował się na bezpośrednią rywalizację i zamiast ucieczki po ringu w Newark śmiało wchodził w wymianę, choć wydawał się słabszy fizycznie. Wysokie tempo i nieustanny obustronny pressing musiał podobać się kibicom. Miało być widowisko i było. W trzecim starciu Culcay doszedł do głosu i trafił prawym. W odpowiedzi 28-letni pięściarz z Warszawy bazował na długim prostym, czyli ciosie, który przez lata nazywany był „polską szkołą boksu”. W samej końcówce trzeciej rundy „Złoty Jack” doznał kontuzji lewego łuku brwiowego po zderzeniu głowami, a krew spływała po jego policzku.

W szóstej rundzie Culcay osłabł, nie atakował z takimi animuszem jak wcześniej i był to dobry prognostyk dla Sulęckiego. Sensacyjnie było po przerwie, gdy były mistrz świata w ruszył z huraganowym atakiem i kilkukrotnie trafił Polaka. „Striczu” był zraniony, potwornie zmęczony i musiał mierzyć się z dużym kryzysem. Przetrwał w tylko sobie znany sposób. Na szczęście charakter nie został złamany, ale serca biało-czerwonych fanów drżały. Błędy się piętrzyły.

Trener Paweł Kłak w bardzo mocnych słowach przemawiał do swojego podopiecznego. Żołnierskie komendy miały zmobilizować Sulęckiego do powrotu do dyspozycji z początku świetnej batalii.

Bombardowanie z piekła rodem oglądaliśmy w dziewiątej rundzie. Trafiali obaj, chcieli się wzajemnie w ringu zniszczyć i obaj mieli swoje momenty. To był spektakl dwóch aktorów, którzy jakby za cel honoru postawili sobie znokautowania rywala. Czyste szaleństwo. W ostatniej odsłonie Sulęcki dominował, i to wyraźnie, przez prawie trzy minuty. Prawie, bo ostatni sygnał należał do Culcaya. Ustrzelił bardzo mocnym ciosem „Stricza”, który wpadł w liny i te uratowały go przed upadkiem. Po ostatnim gongu do Sulęckiego podszedł promotor Richard Schaefer i pogratulował mu świetnej postawy. Po dziesięciu rundach wielkiej akcji decyzje podjęli sędziowie. Arbitrzy słusznie punktowali 98-92, 97-93 i 96-94 na korzyść Sulęckiego.

Bez wątpienia Sulęcki sięgnął po najważniejszy triumf w trwającej ponad siedem lat zawodowej karierze. I skradł serca widzów, otwierając drzwi do wielkich bojów. Wiele wskazuje na to, że w kolejnym pojedynku przystąpi do konfrontacji o mistrzostwo świata, bowiem był to eliminator federacji WBC.

Tekst źródło: sportowefakty.wp.pl
#MocnoLegia

Maciej Sulęcki pokonał Jacka Culcaya po wielkim spektaklu

Zobacz więcej...